Zamaskowani 2020, czyli jak zatrzymać wirusa… dla siebie

Zamaskowani 2020, czyli jak zatrzymać wirusa… dla siebie

Nosi­my je, bo wła­dza każe i lepi man­da­ty, ale czę­sto robi­my to bez prze­ko­na­nia. Nie­któ­rzy twier­dzą, że trud­no w nich oddy­chać, inni, że są nie­hi­gie­nicz­ne, a kolej­ni, że łamią pra­wa oby­wa­tel­skie. Kto je wymy­ślił? Czy są sku­tecz­ne? Jak dzia­ła­ją? Jak z nimi postę­po­wać? Masecz­ka w histo­rii i popkul­tu­rze od śre­dnio­wie­cza do współczesności.

Aero­zo­le, któ­re wytwa­rza czło­wiek pod­czas oddy­cha­nia, mówie­nia, czy kicha­nia, utrzy­mu­ją się w pomiesz­cze­niu do kil­ku godzin. W maleń­kich kro­pel­kach emi­to­wa­nych przez nosi­cie­la uno­si się cho­ro­bo­twór­czy wirus. Inha­lu­jąc te same powie­trze, wchła­nia­my go do orga­ni­zmu, dając mu moż­li­wość dal­sze­go roz­prze­strze­nia­nia się. Zapa­da­my na gry­pę, COVID-19, inne…

Zja­wi­sko to nazy­wa­my zaka­że­niem kropelkowym.

Maska, sta­no­wią­ca fizycz­ną zapo­rę dla dry­fu­ją­cych z naszych ust i nosa czą­ste­czek wiru­so­wych (a tak­że innych pato­ge­nów), rady­kal­nie redu­ku­je zara­ża­nie kolej­nych osób, z któ­ry­mi mamy stycz­ność. Prze­no­szo­ny dro­gą kro­pel­ko­wą wirus wpa­da na barie­rę utrud­nia­ją­cą roz­prze­strze­nia­nie się pan­de­mii. Zro­zu­mie­nie tego zja­wi­ska jest klu­czo­we w ogra­ni­cza­niu trans­mi­sji wirusa.

I mimo rewe­la­cji ogła­sza­nych i komen­to­wa­nych sze­ro­ko w mediach na temat wyna­le­zie­nia i zaku­pu przez pol­ski rząd szcze­pio­nek, któ­re w przy­szło­ści nie­wąt­pli­wie pomo­gą w wyga­sza­niu pan­de­mii, musi­my mieć świa­do­mość, że maso­we szcze­pie­nia będą trwa­ły kil­ka, a może nawet kil­ka­na­ście mie­się­cy. A wirus jest aktyw­ny tu i teraz, sie­jąc spu­sto­sze­nie w orga­ni­zmach kolej­nych zara­żo­nych i wciąż musi­my się chro­nić przed nim. Co to ozna­cza? Że w naj­bliż­szych mie­sią­cach jedy­nym sku­tecz­nym spo­so­bem na ogra­ni­cza­nie zaka­żeń SARS-CoV‑2 jest wciąż zasa­da DDM, czy­li dezyn­fek­cja, dystans, maska.

Dla­te­go dzi­siaj opo­wie­my o maseczkach…

Maska czar­ne­go moru

Pierw­sze maski wyko­rzy­sta­ne w prak­ty­ce medycz­nej koja­rzą się bar­dziej ze zgro­zą niż dobro­dziej­stwa­mi medy­cy­ny, a ich wize­ru­nek jest do dzi­siaj wyko­rzy­sty­wa­ny w mrocz­nych gatun­kach sztu­ki. Zapro­jek­to­wa­ne w 1619 roku, praw­do­po­dob­nie przez Char­le­sa Lorme’a – leka­rza na fran­cu­skim dwo­rze kró­lew­skim — maski przy­po­mi­na­ły pta­sie dzio­by i słu­ży­ły ochron­nie medy­kom pra­cu­ją­cym przy epi­de­mii dżu­my. Przy­wdzie­wa­li je leka­rze, któ­rych głów­nym zada­niem było nie tyle dostar­cze­nie pomo­cy cho­rym, co raczej licze­nie i wywo­że­nie zwłok. Ele­men­tem chro­nią­cym „dok­to­ra dżu­mę” były zio­ła umiesz­czo­ne w dzio­bie maski, któ­rych aro­mat (zgod­nie z popu­lar­ną wów­czas teo­rią mia­zmy, według któ­rej cho­ro­by prze­no­si­ły się przez zanie­czysz­czo­ne powie­trze) powi­nien zwal­czać zawar­te w moro­wym powie­trzu czyn­ni­ki cho­ro­bo­twór­cze. Nie­ste­ty, cały strój (uzu­peł­nio­ny o szczel­ny, skó­rza­ny płaszcz i drew­nia­ną laskę) wraz z maską, choć nie­mal cał­ko­wi­cie izo­lo­wał cia­ło leka­rza od zara­żo­ne­go, nie dawał wystar­cza­ją­cej ochro­ny. Medy­cy maso­wo pada­li ofia­ra­mi wiel­kiej zara­zy, przez co już w XVIII wie­ku, śro­do­wi­sko lekar­skie uzna­ło maski zapro­jek­to­wa­ne przez Lorme’a za nie­sku­tecz­ne. Mrocz­ny obraz pta­sich osłon pozo­stał na sta­łe w kul­tu­rze i sztuce.

Pol­ski chi­rurg pierw­szy w masce

Śro­do­wi­sko medycz­ne dłu­go nie wie­rzy­ło w ist­nie­nie drob­no­ustro­jów i opie­ra­ło się wpro­wa­dze­niu ich do swo­jej zawo­do­wej codzien­no­ści. Mimo to, prak­ty­ka zasła­nia­nia nosa i ust powró­ci­ła do medy­cy­ny na sta­łe już w XIX wie­ku. Wpro­wa­dze­nie mase­czek ochron­nych było zwią­za­ne z postę­pu­ją­cy­mi bada­nia­mi nad dezyn­fek­cją. W 1867 roku Joseph Lister, bry­tyj­ski chi­rurg i ini­cja­tor anty­sep­ty­ki, pra­co­wał nad czę­sto poja­wia­ją­cym się pro­ble­mem ska­że­nia ran pacjen­tów. Efek­tem jego pra­cy była reko­men­da­cja, by na otwar­te obra­że­nia sto­so­wać środ­ki anty­sep­tycz­ne, któ­re szyb­ko przy­nio­sło tera­peu­tycz­ne efek­ty i sta­ło się stan­dar­dem przy opa­try­wa­niu ran. W kolej­nych deka­dach chi­rur­dzy zaczę­li szu­kać roz­wią­zań, któ­re nie tyle by odka­ża­ły, ile zapo­bie­ga­ły by ska­ża­niu ran. Idea pole­ga­ła na eli­mi­no­wa­niu wszyst­kich ewen­tu­al­nych źró­deł ska­że­nia, posta­no­wio­no wręcz ogra­ni­czyć kon­takt rany z odde­chem lekarza.
Słusz­ność takie­go kie­run­ku myśle­nia wkrót­ce potwier­dzi­ły bada­nia Car­le­’a Flug­ge­’a, któ­ry dowiódł, że powie­trze któ­re wydy­cha­my, a raczej jego skro­plo­na wer­sja, zawie­ra w sobie pato­ge­ny. To praw­do­po­dob­nie wła­śnie on jako pierw­szy zasto­so­wał w medy­cy­nie baweł­nia­ne maski na usta i nos. Nowin­ki szyb­ko dotar­ły do Pol­ski, gdzie bada­nia Flug­ge­’a na pol­skie realia prze­niósł Jan Miku­licz — pol­ski chi­rurg i pro­fe­sor uni­wer­sy­te­tów w Kra­ko­wie i Wro­cła­wiu, któ­ry w 1897 roku jako pierw­szy zasto­so­wał masecz­kę pod­czas ope­ra­cji chirurgicznej.

Ten mały krok dla czło­wie­ka oka­zał się wiel­kim sko­kiem dla medy­cy­ny. Masecz­ki sta­ły się codzien­no­ścią w szpi­ta­lach na całym świe­cie, a w trak­cie epi­de­mii gry­py w 1918 roku w wie­lu ame­ry­kań­skich mia­stach wpro­wa­dzo­no nakaz zakry­wa­nia twa­rzy wśród służ­by medycz­nej, poli­cji oraz zagro­żo­nych zaka­że­niem społeczności.

XX wie­ku maska sta­ła się powszech­nym w medy­cy­nie i nie­ustan­nie roz­wi­ja­nym narzę­dziem ochro­ny. Testom pod­da­wa­no maski jed­no i wie­lo­ra­zo­we, z róż­nych mate­ria­ło­wych, z uży­ciem gazy, z fil­trem, z meta­lo­wym prę­ci­kiem, któ­ry pozwa­lał dopa­so­wać ją do kształ­tu twa­rzy. To, co się zmie­ni­ło od wyna­le­zie­nia, to cechy maski popra­wia­ją­ce jej wygo­dę, sku­tecz­ność i łatwość oddychania.

Masecz­kę noszę zawsze dla… Ciebie

Dzi­siaj nosze­nie maski jest obo­wiąz­ko­we w każ­dym miej­scu publicz­nym. Wyni­ka to z fak­tu, że w dobie sze­rze­nia się wyjąt­ko­wo zja­dli­we­go wiru­sa SARS-CoV‑2 sta­no­wi ona dużą prze­szko­dę jego trans­mi­sji w kie­run­ku „od zaka­żo­ne­go”. Waż­ne, żeby to pra­wi­dło­wo rozu­mieć: maska nie nas chro­ni, chro­ni oso­by z nami prze­by­wa­ją­ce. Już wie­my, że w przy­pad­ku nosze­nia jej przez wszyst­kich człon­ków spo­łecz­no­ści praw­do­po­do­bień­stwo zaka­że­nia innych zosta­je zre­du­ko­wa­ne o 80%.

Jaką maskę powin­ni­śmy wybrać?

Maska jed­no­ra­zo­wa

Koja­rzy nam się głów­nie z seria­lo­wy­mi chi­rur­ga­mi i sto­łem ope­ra­cyj­nym. Leka­rze sto­su­ją ją w celu ochro­ny pacjen­tów przed drob­no­ustro­ja­mi z kro­pli wła­sne­go odde­chu, zatrzy­mu­je ona wydzie­la­ne mikro­or­ga­ni­zmy mię­dzy włók­na­mi poli­me­ru w tka­ni­nie. Trzy war­stwy mate­ria­łu i fil­tra­cja powy­żej 98% umoż­li­wia tym samym swo­bod­ne oddy­cha­nie, przy jed­no­cze­snym zacho­wa­niu ochro­ny. Jed­nak do takiej masecz­ki bar­dzo szyb­ko dosta­je się wil­goć z odde­chu, co sprzy­ja namna­ża­niu się bak­te­rii. Taką masecz­kę powin­no się wymie­niać co kil­ka­na­ście bądź kil­ka­dzie­siąt minut z zale­ce­niem, by doty­kać jej tyl­ko w oko­li­cach uszu. War­to też pamię­tać, że ozna­ko­wa­nie sym­bo­lem CE daje pew­ność, że przy jej pro­duk­cji zosta­ły speł­nio­ne nor­my gwa­ran­tu­ją­ce skutecznością.

Maska z filtrami

Przed zaka­ża­niem SARS-CoV‑2 zabez­pie­czą nas rów­nież pół­ma­ski, któ­rych fil­try sta­no­wią barie­rę dla ukła­du odde­cho­we­go użyt­kow­ni­ka: zatrzy­mu­ją­ce 95% pato­ge­nów to N95, zatrzy­mu­ją­ce 99% pato­ge­nów to N99. Filtr w pół­ma­sce typu R zale­ca się wymie­niać co 28 dni, a z sym­bo­lem NR — co 8 godzin. Prze­wa­gą pół­ma­sek nad jed­no­ra­zów­ka­mi jest fakt, że są one wyko­na­ne ze znacz­nie grub­sze­go mate­ria­łu, któ­ry zawie­ra cia­sne splo­ty i lepiej dopa­so­wu­je się do twa­rzy. Sym­bol FFP1 infor­mu­je nas, że pół­ma­ska prze­pu­ści przez szcze­li­ny mak­sy­mal­nie 25% nie­prze­fil­tro­wa­ne­go powie­trza, FFP2 — już tyl­ko 11%, a FFP3 pozwa­la na prze­pusz­cze­nie zale­d­wie 5%.

Maska mate­ria­ło­wa

W począt­ko­wej fazie epi­de­mii SARS-CoV‑2 masecz­ki jed­no­ra­zo­we i z fil­trem w mgnie­niu oka sta­ły się towa­rem dey­fi­cy­to­wym. Wzrost zapo­trze­bo­wa­nia nie od razu prze­ło­żył się na zwięk­sze­nie pro­duk­cji – na ryn­ku były pro­ble­my ze wszyst­ki­mi środ­ka­mi ochro­ny oso­bi­stej. W uży­ciu poja­wi­ły się masecz­ki mate­ria­ło­we, czę­sto szy­te w zaci­szu wła­sne­go domu bądź pro­du­ko­wa­ne prze­my­sło­wo. Czy są dobrym rozwiązaniem?

Nie­ste­ty, masecz­ka mate­ria­ło­wa jest zale­d­wie w poło­wie tak sku­tecz­na jak masecz­ki chi­rur­gicz­ne i w jesz­cze mniej­szym stop­niu jak pół­ma­ski N95.Głównym zada­niem masecz­ki mate­ria­ło­wej jest przede wszyst­kim zapo­bie­ga­nie roz­prze­strze­nia­nia się wdy­cha­nych mikro­or­ga­ni­zmów. War­to jed­nak regu­lar­nie je prać w gorą­cej wodzie po każ­do­ra­zo­wym uży­ciu, by utrzy­my­wa­ły swo­ją szczel­ność. Dodat­ko­wym zabez­pie­cze­niem może też być wszy­cie wkład­ki z fizeliny.

Nano­ma­ska

Maska ide­al­na, któ­ra samo­czyn­nie nisz­czy drob­no­ustro­je, wkrót­ce zawi­ta na pol­skim ryn­ku. Pro­jekt wyszedł spod ręki pol­skich nano­tech­no­lo­gów. Ich pro­dukt nie tyl­ko chro­ni przed pato­ge­na­mi oży­wio­ny­mi, ale też sku­tecz­nie chro­ni przed zanie­czysz­cze­nia­mi w powie­trzu. Dzie­je się tak pod wpły­wem dzia­ła­nia wol­nych rod­ni­ków, akty­wo­wa­nych natu­ral­nym bądź sztucz­nym świa­tłem. Dzię­ki temu użyt­kow­nik nano­ma­secz­ki nie musi mar­twić się ścią­ga­niem masecz­ki czy czę­stą wymia­ną. Jed­na masecz­ka będzie speł­nia­ła swo­ją rolę przez 15 tygo­dni, wystar­czy, że zosta­nie raz w tygo­dniu prze­my­ta. Twór­cy nano­ma­secz­ki obec­nie zbie­ra­ją środ­ki na maso­wą produkcję.

Maska mod­na

Jesz­cze kil­ka mie­się­cy temu maska postrze­ga­na była przez więk­szość spo­łe­czeń­stwa przede wszyst­kim jako spe­cja­li­stycz­ny śro­dek ochro­ny oso­bi­stej. Obec­nie, w związ­ku z panu­ją­cą na świe­cie sytu­acją epi­de­micz­ną oraz roz­po­rzą­dze­nia­mi Świa­to­wej Orga­ni­za­cji Zdro­wia, a tak­że decy­zja­mi rzą­dów poszcze­gól­nych kra­jów, bez osło­ny na twarz nie jeste­śmy w sta­nie ruszyć się z domu, a maski zosta­ły zapro­szo­ne do świa­ta mody jako ele­ment codzien­ne­go ubio­ru i coraz czę­ściej trak­to­wa­ne są na rów­ni z pozo­sta­ły­mi ele­men­ta­mi gar­de­ro­by. Obser­wo­wa­na prze­mia­na dowo­dzi temu, iż moda zawsze znaj­dzie dla sie­bie miej­sce w ota­cza­ją­cej nas, kształ­to­wa­nej nowy­mi oko­licz­no­ścia­mi rze­czy­wi­sto­ści. Dziś masecz­ka nie jest już tyl­ko i wyłącz­nie środ­kiem ukry­wa­nia toż­sa­mo­ści oraz sku­tecz­nym narzę­dziem w wal­ce z trans­mi­sją koronawirusa.

Jest tak­że gadże­tem, za pomo­cą któ­re­go ludzie mogą wyra­żać swój styl oraz oso­bo­wość. W prze­strze­ni publicz­nej spo­tkać może­my oso­by noszą­ce maski, któ­rych motyw gra­ficz­ny nawią­zu­je do ich poczu­cia humo­ru czy gustu fil­mo­we­go. Jesz­cze inni trak­tu­ją je jako spe­cjal­nie dobra­ny ele­ment mają­cy na celu dopeł­nie­nie tzw. out­fi­tu. Nie dzi­wi zatem fakt, iż kul­to­wy, nowo­jor­ski maga­zyn modo­wy The Cut zada­je czy­tel­ni­kom pro­wo­ka­cyj­ne pyta­nie: „co mówi o tobie two­ja masecz­ka?” Nowe­mu modo­we­mu tren­do­wi nie opie­ra­ją się rów­nież cele­bry­ci i arty­ści. Gwiaz­dy YouTube’a — Jakub i Dawid Mycek, w trak­cie wal­ki o pra­wa spo­łecz­no­ści LGBT, mie­li na twa­rzy maski w tęczo­wych bar­wach. Łącz­nie uszy­li 300 sztuk mase­czek ochron­nych w tym samym wzo­rze, następ­nie roz­da­jąc je prze­chod­niom soli­da­ry­zu­ją­cym się ze śro­do­wi­skiem LGBT w Trój­mie­ście. Z kolei słyn­na bry­tyj­ska woka­list­ka Bil­lie Eilish już pod koniec stycz­nia tego roku na gali roz­da­nia nagród Gram­my, zapre­zen­to­wa­ła się w masecz­ce zapro­jek­to­wa­nej przez wło­ski dom mody Guc­ci. Przed wybo­ra­mi w USA aktor­ka Julia Roberts zauwa­żo­na zosta­ła przez papa­raz­zi, gdy wra­ca­ła z zaku­pów w jed­nym z super­mar­ke­tów w Mali­bu zasła­nia­jąc twarz masecz­ką z wize­run­kiem Barac­ka Oba­my, wyra­ża­jąc w ten spo­sób sym­pa­tię do byłe­go już pre­zy­den­ta Sta­nów Zjed­no­czo­nych. W per­so­na­li­zo­wa­ne i desi­gner­skie maski inwe­stu­ją rów­nież mniej zna­ni oby­wa­te­le. Na począt­ku lip­ca roz­głos zyskał jeden z indyj­skich biz­nes­me­nów, któ­ry za kwo­tę 4 tysię­cy dola­rów zaopa­trzył się w maskę wyko­na­ną ze szcze­re­go złota.

Domy mody odpo­wia­da­ją zatem na powsta­ją­ce tren­dy i wyko­rzy­stu­jąc masecz­ko­wą koniunk­tu­rę, uzu­peł­nia­ją swo­je kolek­cje o sty­lo­we, per­so­na­li­zo­wa­ne egzem­pla­rze. Nie jest to jed­nak nowość, bowiem już przed kil­ko­ma laty Ale­xan­der McQu­een czy Thom Bowie wyko­rzy­sty­wa­li osło­ny na twarz, by dodać eks­tra­wa­gan­cji stro­jom pre­zen­to­wa­nym pod­czas modo­wych poka­zów. Nie­wie­le osób spo­dzie­wa­ło się jed­nak, że sur­re­ali­stycz­ne wizje pro­jek­tan­tów sta­ną się rze­czy­wi­sto­ścią, a maski codzien­nym uroz­ma­ice­niem sty­li­za­cji na maso­wą skalę.

Maska, nie śmieć

Nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że pan­de­mia COVID-19 wzbu­dzi­ła spo­ro emo­cji w kon­tek­ście glo­bal­nej i bar­dzo moc­no pro­mo­wa­nej w ostat­nich latach filo­zo­fii Less i Zero Waste. W momen­cie, gdy pro­wa­dzo­na sys­te­ma­tycz­nie kam­pa­nia spo­łecz­na prze­ciw nie­bez­piecz­nym dla śro­do­wi­ska prak­ty­kom, takim jak na przy­kład uży­wa­nie jed­no­ra­zo­wych, pla­sti­ko­wych sztuć­ców, toreb czy sło­mek zaczę­ła przy­no­sić zamie­rzo­ne efek­ty, eks­per­ci i eko­lo­dzy zmu­sze­ni byli w mar­cu zaalar­mo­wać o postę­pie nowe­go zagro­że­nia — tak zwa­nej „oko­ło­ko­ro­na­wi­ru­so­wej” pan­de­mii eko­lo­gicz­nej. Prze­słan­ki o nowym kry­zy­sie zosta­ły bar­dzo szyb­ko dostrze­żo­ne na pod­sta­wie ogrom­ne­go zuży­cia jed­no­ra­zo­wych mase­czek i ręka­wi­czek, któ­re w dra­stycz­nie dużych ilo­ściach zaczę­ły maso­wo poja­wiać się w wie­lu zakąt­kach naszej pla­ne­ty, zatru­wa­jąc eko­sys­tem. Bez wąt­pie­nia sza­cun­ki WHO o koniecz­no­ści pro­duk­cji 89 milio­nów mase­czek ochron­nych mie­sięcz­nie, czy prze­wi­dy­wa­nia UNICEF o potrze­bie dys­try­bu­cji 2,2 miliar­da osłon chi­rur­gicz­nych do koń­ca 2020 roku były słusz­ne, ze wzglę­du na koniecz­ność zapew­nie­nia bez­pie­czeń­stwa spo­łe­czeń­stwu i zmi­ni­ma­li­zo­wa­nie ryzy­ka zaka­ża­nia się wiru­sem SARS-CoV‑2.

Eks­per­ci alar­mo­wa­li jed­nak jesz­cze przez wybu­chem glo­bal­nej pan­de­mii, że do 2050 roku w morzach i oce­anach pły­wać będzie wię­cej pla­sti­ku, niż żyją­cych tam orga­ni­zmów. Stwo­rze­nia żyją­ce w wodzie są bez­po­śred­nio zagro­żo­ne zmie­nio­nym śro­do­wi­skiem, wie­le z nich myli bowiem pla­sti­ko­we pro­duk­ty z poży­wie­niem. Kon­takt z pla­sti­kiem wpły­wa tak­że na wzrost ryzy­ka cho­rób raf kora­lo­wych z 4% do 89%. Nie­któ­re two­rzy­wa sztucz­ne mają tok­sycz­ne wła­ści­wo­ści rów­nież dla ludzi i zwie­rząt, a świe­żo wyło­wio­na ryba, któ­ra tra­fia na nasz stół, stać się może źró­dłem nie tyl­ko zdro­wych skład­ni­ków odżyw­czych, ale i czą­stek prze­tra­wio­ne­go plastiku.

Hasło, iż „w przy­ro­dzie nic nie ginie” ozna­cza, że jeśli jakieś dzia­ła­nie zosta­ło pod­ję­te, zawsze w przy­szło­ści zoba­czy­my jego skut­ki. Sami zmie­nia­my śro­do­wi­sko w raj dla ewo­lu­cji drob­no­ustro­jów. Pamię­taj­my: śro­do­wi­sko wiru­sów i śro­do­wi­sko natu­ral­ne są ze sobą nie­ro­ze­rwal­nie zwią­za­ne. Zmia­na warun­ków życia panu­ją­cych na zie­mi może mieć wpływ na akty­wi­zo­wa­nie się kolej­nych szcze­pów pato­ge­nów, a więc powsta­wa­nie kolej­nych pan­de­mii. Im wię­cej mase­czek uży­tych do ochro­ny obec­nie tra­fi do śro­do­wi­ska, tym więk­sza szan­sa na kolej­ną świa­to­wą pandemię.

DLATEGO ZAWSZE WYRZUCAJ ZUŻYTE MASECZKI OCHRONNE DO POJEMNIKÓW NA ODPADY ZMIESZANE. #Nie­Daj­Się­Wi­ru­so­wi

Wię­cej infor­ma­cji na temat pro­fi­lak­ty­ki zaka­żeń znaj­dziesz na stro­nie www.medisept.pl

Dodaj komentarz

Komentarze ukażą się po moderacji przez administratora.